|
|
Nawet Ameryce zabrakło wyobraźni
- Fantastyka mnie nie interesuje
- Chruszczow uwierzył, że start Sputnika udał się dzięki socjalizmowi
- CIA popełniła błąd w ocenie radzieckich możliwości
Mylili się pisarze fantaści i futuryści w swoich prognozach tworzonych przed 100 laty, a dotyczących stopnia rozwoju techniki w XX wieku. Nie byli w stanie przewidzieć wielu osiągnięć współczesnej cywilizacji zaskakującej nieraz nas samych. Nawet wizjoner Konstanty Eduardowicz Ciołkowski, zmarły w 1935 roku, przewidywał, że pierwsze loty kosmiczne nastąpią w XXI wieku, oko-ło 100. rocznicy rewolucji październikowej przypadającej w 2017 roku.
"Prosimy o skomentowanie możliwości wykorzystania sztucznych satelitów Ziemi. Jak sądzicie, kiedy będą one wynoszone w przestrzeń kosmiczną?" - zapytano w ankiecie skierowanej w 1955 roku przez ówczesnego prezydenta Akademii Nauk ZSRR do najwybitniejszych radzieckich naukowców.
Odpowiedzi były różne. Jedni z respondentów zgłaszali rzeczowe propozycje zastosowań sztucznych satelitów Ziemi, inni byli sceptycznie nastawieni: "Przewidu-ję, że przedarcie się człowieka w kosmos nastąpi nie wcześniej niż w roku 2000", "Nie mam żadnego wyobrażenia, jakie praktyczne zastosowanie mogłyby mieć sztuczne satelity Ziemi" - brzmiały niektóre odpowiedzi. A jeden z szacownych autorytetów naukowych, zapewne z lekka obrażony faktem skierowania do niego tej ankiety, odpisał z godnością: "Fantastyka mnie nie interesuje".
Przypomnijmy, był rok 1955. Zaledwie dwa lata później na orbitę wokółziemską wyniesione zostały dwa pierwsze Sputniki, a wkrótce, w kwietniu 1961 roku Gagarin zakrzyknął radośnie, ogarnięty euforią niezwykłej wyprawy: - Pojechali!
Tymczasem już na początku lat pięćdziesiątych opracowano w radzieckim Biurze Konstrukcyjnym Siergieja Pawłowicza Korolowa podstawowe założenia pierwszego Sputnika. Aby uzyskać zgodę, a przede wszystkim środki na prowadzenie prac, S.P. Korolow dotarł do samego Stalina. Uzyskał tę audiencję u Stalina, by zameldować mu o pracach nad rakietą strategiczną R-5 zdolną do przenoszenia bomby atomowej. To mogło być w zasięgu zainteresowań przywódcy ZSRR. W informacji przygotowanej do tej rozmowy Korolow nawet nie próbował tłumaczyć Stalinowi, jakie inne wykorzystanie może mieć taka rakieta nośna, nie mógł nawet myśleć o tym, by przekonywać wodza do idei lotu orbitalnego sztucznego satelity Ziemi, a później człowieka w statku kosmicznym. Przed wejściem do gabinetu Stalina pouczono go, żeby nie zadawał żadnych pytań, by wyrażał się jak najbardziej zwięźle. Niewielką teczkę, w której miał na trzech kartkach przygotowany konspekt meldunku, odebrano mu.
Stalin odpowiedział na moje przywitanie, ale ręki nie podał - wspominał tę rozmowę Korolow. Słuchał milcząc, prawie nie wyjmując fajki z ust. Chwilami przerywał mi, zadając krótkie pytania. Zachowywał powściągliwość. Nie wiedziałem - aprobuje to co mówię, czy nie. Wystarczyło, żeby Stalin powiedział "nie", a w mgnieniu oka jego "nie" stawało się prawem. Taka była sytuacja.
W pół roku po śmierci Stalina jego miejsce zajął Nikita Siergiejewicz Chruszczow. Jego wiedza o polityce i o świecie współczesnym, jak próbował go później usprawiedliwiać jego zięć, dziennikarz, redaktor naczelny radzieckiego dziennika "Izwiestia", Aleksiej Adżubej, pochodziła głównie z wieczorowych kółek wiedzy marksistowskiej, a jednak to za sprawą właśnie Chruszczowa Związek Radziecki jako pierwszy przeprowadził start sztucznego satelity Ziemi - i jakby nie było wyprzedził w tym Stany Zjednoczone. Chruszczow bowiem był fanatycznie przekonany o wyższości systemu socjalistycznego nad rozsadzanym wewnętrznymi sprzecznościami kapitalizmem. I kiedy po sukcesie pierwszego Sputnika i niedługo potem pierwszej pilotowanej wyprawy kosmicznej Gagarina, mówiono mu i pisano w radzieckiej publicystyce, że te osiągnięcia przyszły tylko dzięki socjalizmowi, to święcie w to wierzył. I przeznaczał nieprawdopodobnie wielkie pieniądze na udowadnianie światu i samym ludziom radzieckim, że tak jest w istocie.
Wydaje mi się - pisał już w 1954 roku Główny Konstruktor S.P. Korolow do prezydium Akademii Nauk ZSRR - że w obecnym czasie byłoby właściwe zorganizowanie wydziału naukowo-badawczego dla przeprowadzenia pierwszych prac eksperymentalnych zmierzających do przygotowania sztucznego satelity Ziemi. A 30 sierpnia 1955 roku w gabinecie wiceprezydenta AN ZSRR zwołano tajne zebranie, w którym uczestniczyli S.P. Korolow, M.W. Kiełdysz, B.P. Głuszko, M.A. Ławrientiew. Korolow oświadczył zebranym: - Za rok, półtora będziemy mieli rakietę nośną. Nie można tracić czasu. Potrzebny nam jest program naukowy, konieczne są instytuty, które przygotowałyby urządzenia i aparaturę dla 5-6 satelitów.
W tym samym czasie, latem 1955 roku, tysiące łagierników i żołnierzy zaczęły budowę tajemniczego kolosalnego obiektu w stepie Kazachstanu, w rejonie ujścia Syrdarii do Jeziora Aralskiego. Prace te były okryte szczelną zasłoną tajemnicy państwowej o znaczeniu strategicznym. Nawet inżynierowie z nadzoru technicznego z początku nie wiedzieli co właściwie budują. Dopiero gdy zalano betonem potężne słupy podpierające stanowisko startowe, stało się jasne, że powstaje kosmodrom. Lokalizacja jego była ściśle tajna - w komunikatach TASS po pierwszych kosmicznych startach określano go mianem kosmodrom Niski. A kiedy trzeba było w końcu opublikować jego współrzędne geograficzne, to do publicznej wiadomości podano dane nie pokrywające się z rzeczywistymi, dla zmylenia obcych wywiadów. Jednakże Amerykanie o potężnym radzieckim kosmodromie wiedzieli od początku jego budowy, bo na rozległej odkrytej przestrzeni stepu w żaden sposób nie da się ukryć robót budowlanych o takiej skali.
Zastanawiające jest to, że doniesienia CIA sygnalizujące radzieckie przygotowania do pierwszych kosmicznych startów nie były we wpływowych kręgach władzy w USA traktowane z należną im powagą. Uważano je za przesadne zawierzanie radzieckim przechwałkom bez pokrycia. I nie przeznaczano tam zbyt wielu pieniędzy na rozwijanie techniki rakietowej. Także w Ameryce decydentom i środowiskom naukowym zabrakło wyobraźni, by przewidzieć gwałtowny skok cywilizacyjny, jaki nastąpił zaledwie kilkanaście lat później - w dużym stopniu za sprawą technologii rozwijanych dla potrzeb przemysłu aerokosmicznego.
Marek Jarosiński
Nocny start rakiety nośnej Sojuz, unowocześnionej wersji rakiety A-1, która w październiku 1957 roku wyniosła na orbitę wokółziemską pierwszego Sputnika
|
|