Magazyn astronautyczny
STRONA GŁÓWNA
ARTYKUŁY
Niewidzialny kokon

Rosjanie lecieli na Księżyc

Pierwsza Załoga

Tow. Lenin o statku kosmicznym

Nawet Ameryce zabrakło wyobraźni

Nie chciał umierać jako samobójca

Wybrani spośród milionów

Ucieka tlen!

Odyseja Kosmiczna - Finał

Misje roku 2002

Rok 1986

Chińska kosmonautyka

Amerykanin w saunie z komunistą

Tylko wzlot

Czy żyje? Nadaje sygnały?

Iwan Iwanowicz przed Gagarinem

Hubble po raz czwarty

Najważniejsze, żeby nie mieli pietra

12 minut kosmicznego mrozu

Z Kosmosu na dno oceanu

Swięty Mikołaj Istnieje!

Szum wokół
STS-113


Życie przywiezione z Księżyca

Nie udało się sfilmować

Sądzicie, że będę mniej kochał Gagarina?

Garść pyłu księżycowego

Miało być lądowanie radzieckich kosmonautów na Księżycu

Telefon z Moskwy

W przypadkowych miejscach spadł Skylab i Salut-7

Breżniew się zdenerwował

Kierowca zginął przez pomyłkę

Pierwsza radziecka stacja orbitalna

Nie dosięgnął

Start Challengera

Ognista smuga

LUDZIE
ASTRONAUTYKI
W. S. Warłamow

H. Titow

J. L. Ross

D. A. Tito

S. Krikalow

W. N. Bondarienko

J. H. Glenn

W. W. Tierieszkowa
APOLLO 13

Powracali na Ziemię w ciemności i chłodzie, przy braku tlenu i wody

W lipcu 1969 roku dwaj amerykańscy astronauci N. Armstrong i E. Aldrin jako pierwsi Ziemianie stanęli na Księżycu. Kilka miesięcy później, w listopadzie 1969 roku przeprowadzono równie udany drugi lot na naszego satelitę. Następną wyprawę, Apolla-13, zaplanowano na kwiecień 1970 roku. Program lotu przewidywał przeprowadzenie lądowania statku wyprawowego w trudnych warunkach terenowych, w usianym głazami rejonie krateru Fra Mauro. Apollo- 13 "Odyssey" zespolony ze statkiem wyprawowym LM "Aquarius", pilotowany przez Jamesa Lovella, Johna Swigerta i Freda Haise'a, wystartował 11 kwietnia 1970 roku.

14 kwietnia, w 55 godzinie 54 minucie lotu, gdy statek przebył 330 tys. km, astronauci usłyszeli przytłumiony huk eksplozji w członie napędowym statku, po którym na tablicy przyrządów zapaliła się lampka kontrolna sygnału alarmowego. Kilka sekund później stwierdzili, że ciśnienie tlenu w zbiorniku nr 2 spadło do zera, przestał on istnieć. Jedno z trzech ogniw paliwowych wytwarzających oprócz energii elektrycznej także wodę, przestało działać. Spadło napięcie sieci elektrycznej statku. - Houston, mamy problem - zameldował do ośrodka kosmicznego w Houston dowódca statku, James Lovell. Nie wywołało to jednak zaniepokojenia astronautów, nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Także na Ziemi z początku sądzono, że wystąpiła niewielka awaria.

Tymczasem 20 minut później przestało działać drugie z trzech ogniw paliwowych, większość urządzeń elektrycznych, w tym dwa komputery pokładowe kontrolujące kurs, straciły zasilanie. Pozostała czynna jedynie aparatura zapewniająca podtrzymanie życia załogi statku kosmicznego. Wkrótce astronauci zameldowali Ziemi o powolnym , ale nieustannym spadku ciśnienia w zbiorniku tlenu nr 1, który ocalał po wybuchu, jak się początkowo wydawało. Uciekał tlen! Równo 6 minut później specjaliści z Houston odkryli ze zgrozą, że zapas energii elektrycznej kabiny Apollo wystarczy jedynie na 15 minut. Kurczył się zapas tlenu przeznaczonego do oddychania załogi statku. Sytuacja stała się krytyczna, groźna.

Houston poleciło skorzystać z urządzeń pokładowych statku wyprawowego, "Aquariusa", który miał z dwoma astronautami lądować na Księżycu. Natychmiast przeszli do niego J. Lovell i F. Haise. W członie macierzystym Apolla-13 pozostał jego pilot - John Swigert. Zaalarmował Ziemię - w ciągu kilku minut ciśnienie tlenu w kabinie spadło o połowę.

NASA powołała sztab, który natychmiast przystąpił do opracowania najbezpieczniejszego wariantu awaryjnego powrotu astronautów na Ziemię. Tymczasem Apollo z ogromną prędkością zbliżał się do Księżyca.

Po gruntownych analizach sformułowano trzy podstawowe warianty akcji ratunkowej. Odrzucono ewentualność natychmiastowego zawrócenia Apolla na Ziemię, gdyż nie było pewności czy po wybuchu statek nie utracił zbyt dużo paliwa, a nie mogło go zabraknąć w trakcie wykonywania zmiany orbity. Wykluczono wariant "swobodnego powrotu" - bez użycia silników. Statek powracałby wówczas jako obiekt po prostu przyciągany przez Ziemię. Trwałoby to jednak zbyt długo, aby trzej astronauci Apolla-13 mogli żywi wrócić na planetę. Wybrano wariant pośredni, zdecydowano, że statek okrąży Księżyc, a po wychynięciu spoza jego tarczy, z pomocą małych silniczków statku wyprawowego, korzystając także z sił grawitacyjnych Ziemi, przejdzie na tor powrotu. Obliczono nowy korytarz wlotu w gęste warstwy atmosfery Ziemi oraz nowe miejsce wodowania na Oceanie Spokojnym i termin, 17 kwietnia. Zadziwiająca była szybkość i sprawność personelu Houston - wariant akcji ratunkowej ze wszystkimi szczegółami opracowano zaledwie w półtorej godziny od awarii.

W wyznaczonym czasie Apollo wszedł na orbitę Księżyca, a po przeleceniu nad powierzchnią globu na wysokości 251 km, okrążył go i ukazał się po widocznej stronie. Następnie, po skomplikowanych manewrach przygotowawczych, na 4 min i 24 sek. włączono silnik "Aquariusa", dzięki któremu zespół został wprowadzony na trajektorię powrotu. Astronauci mieli szczęście, że do wybuchu doszło, zanim statek wyprawowy został odłączony od całości, jak przewidywał program lądowania na Księżycu. Gdyby nie jego systemy pokładowe i zapasy paliwa, nie mieliby szans przeżycia. Chociaż jeszcze wówczas los astronautów nie był do końca pewny. Wracali na Ziemię w trudnych warunkach. Lovell i Haise przebywali w kabinie "Aquariusa", Swigert w członie macierzystym. Otwarty korytarz przejściowy między kabinami umożliwiał wymianę atmosfery. Swigert był w gorszej sytuacji niż Lovell i Haise. Mogli go oni co prawda przyjąć do swej kabiny, ale pilot członu macierzystego musiał czuwać nad jego czynnymi urządzeniami pokładowymi, a oni także musieli obaj pozostawać w kabinie statku wyprawowego. To oni sterowali pracą jedynego sprawnego silnika statku. System podtrzymywania życia "Aquariusa" zaczął tracić swoją wydolność. Był przewidziany na 4-5 dni działania, ale tylko dla dwóch osób. Teraz musiał oczyszczać atmosferę także kabiny członu macierzystego. Nie dawał sobie z tym rady. W kabinie Apolla zwiększało się stężenie dwutlenku węgla. Astronauci przeciągnęli plastikową rurkę, która miała poprawić obieg gazowy między kabinami zespołu.

Za iluminatorami astronauci zauważyli jakieś metalowe szczątki wydobywające się z nieczynnego wskutek eksplozji przedziału napędowego. Ziemia poleciła skrzętnie fotografować wszystko co zobaczą na zewnątrz. Obserwowali także inne zatrważające zjawisko. Statek leciał w towarzyszącym mu obłoku gazu, który załamywał światło słoneczne. To był tlen wydobywający się z uszkodzonych zbiorników. Nad astronautami wisiała też groźba następnego wybuchu. Apollo niósł przecież w zbiornikach nieczynnego członu napędowego 18,5 tony paliwa samoeksplodującego po zmieszaniu składników. Były one umieszczone rzecz jasna w oddzielnych zbiornikach, ale nie było wiadomo co dzieje się za kabiną Apolla, w uszkodzonym przedziale napędowym.W dodatku czasowo zanikała łączność z Ziemią z powodu awarii anteny kierunkowej. Astronauci byli już coraz bardziej zmęczeni, próbowali zasnąć albo przynajmniej drzemać, ale to nie udawało się im. Zbyt wielki stres przeżywali. Swigert ułożył się na dnie kabiny statku macierzystego, Haise ulokował się w tunelu przejściowym. W kabinie Apolla z powodu braku prądu było zimno. Zimno i ciemno. Oświetlenie także trzeba było wyłączyć. Temperatura spadła do wartości bliskiej temperaturze zamarzania wody. W statku wyprawowym było tylko o kilka stopni więcej, czyli też zimno.

15 kwietnia Apollo-13 przekroczył punkt równowagi grawitacyjnej między Ziemią a jej satelitą, opuścił strefę przyciągania Księżyca. Szansa astronautów na szczęśliwy powrót wzrosła. Specjaliści NASA w Houston byli zaskoczeni rozwojem wydarzeń, ich grozą. Czegoś takiego nikt się nie spodziewał. Namiary wykonywane bezustannie przez ośrodek kontroli wykazywały, że konieczne jest wykonanie niewielkiej korekty toru lotu statku. W normalnych warunkach nie byłoby to niczym nadzwyczajnym, lecz teraz, gdy trzeba było maksymalnie oszczędzać paliwo, każdorazowe uruchomienie silnika było ryzykowne. Włączono go na 15 sekund, prędkość zmniejszyła się przez to o 8 km na godz. Niewiele, ale gdyby nie ta korekta, statek minąłby Ziemię w odległości około 160 km. Dowódca wyprawy, Lovell dyżurował w kabinie "Aquariusa", utrzymywał łączność z Ziemią, a raczej dramatycznie walczył o jej utrzymanie, bo ta ciągle zanikała. Przez dwie godziny przyjmował z Houston instrukcje dotyczące lądowania statku wyznaczonego na 17 kwietnia na Oceanie Spokojnym między wyspami Samoa a Nową Zelandią. Płynął tam już lotniskowiec Iwo Jima, który miał przejąć astronautów po wodowaniu. Prognozy meteorologiczne były fatalne, spodziewano się w rejonie wodowania sztormu. Wodowanie musiało się jednak odbyć, bez względu na warunki atmosferyczne. Czasu na działanie grupy ratowniczo-ewakuacyjnej miało być niewiele. Obliczono, że od momentu odrzucenia statku wyprawowego, zapasu tlenu w kabinie lądującej Apolla wystarczy jedynie na 45 minut. Tymczasem na zamknięcie włazu łączącego kabinę ze statkiem wyprawowym potrzeba od pięciu do piętnastu minut, a na przedarcie się lądownika przez atmosferę Ziemi - również prawie piętnastu minut. Wynikało z tego, że na odszukanie obiektu na wodzie i dotarcie do niego może pozostać ledwie kilkanaście minut. Kabinę trzeba było jak najszybciej otworzyć, bo jeśli załoga statku z jakichś przyczyn nie byłaby w stanie uczynić tego samodzielnie, ani nie zadziała automatyka, astronauci mogą zginąć z braku tlenu.

Rzecznik Departamentu Stanu USA oznajmił, iż Stany Zjednoczone porozumiewają się z rządami innych państw w sprawie udzielenia pomocy załodze Apolla-13 po wodowaniu statku. Po raz pierwszy, podpisany w kwietniu 1968 roku, układ o pomocy astronautom powracającym z przestrzeni kosmicznej zyskał znaczenie praktyczne. Premier Związku Radzieckiego Andriej Kosygin skierował do prezydenta USA Richarda Nixona depeszę, w której poinformował, że rząd radziecki polecił władzom cywilnym i wojskowym wykorzystanie w razie potrzeby wszystkich środków w celu udzielenia pomocy w ratowaniu amerykańskich astronautów. W imieniu radzieckich kosmonautów do załogi Apolla-13 depeszę ze słowami otuchy skierował lotnik-kosmonauta ZSRR W.A. Szatałow, życzył im pomyślnego powrotu na Ziemię.

Radzieckie statki morskie Akademik Rykaczow i Nowopołock, znajdujące się akurat na Oceanie Spokojnym, zmieniły kurs i skierowały się do rejonu przypuszczalnego wodowania. Do licznych jednostek radzieckich przyłączyło się sześć okrętów brytyjskiej floty Dalekiego Wschodu, okręty francuskiej Marynarki Wojennej otrzymały rozkaz trwania w pogotowiu, taką samą dyspozycję wydał włoski minister obrony. Jednostki innych krajów w przyległych strefach, otrzymały polecenie nasłuchu komunikatów, aby w razie potrzeby pośpieszyć z pomocą w ratowaniu astronautów.

Na czas manewru lądowania, aby uniknąć zakłóceń w łączności, w całym niemal świecie ogłoszono ciszę radiową na częstotliwościach, na których ośrodek kosmiczny w Houston porozumiewał się z załogą Apolla-13.Wykonano kolejne korekty toru lotu statku zbliżające go do przejścia na orbitę wokółziemską i wodowania.Zaraz po odrzuceniu uszkodzonego wybuchem członu napędowego, astronauci przeprowadzili jego obserwacje, służące wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Był to ostatni moment przed jego wejściem w gęste warstwy atmosfery i spaleniem się w wyniku tarcia. Załoga meldowała, że jeden z sześciu segmentów członu silnikowego, panel czwarty... zniknął, została po nim jedynie wyrwa w kadłubie. Sterczały stamtąd lśniące w Słońcu porwane pasma izolacji, zwoje pozrywanych przewodów i resztki gumowej wyściółki. W segmencie tym mieściły się najważniejsze podzespoły statku: ogniwa paliwowe, zbiorniki wodoru, sieć łączących je rur. Na drugiej półce wnęki, gdzie powinien tkwić zbiornik tlenu nr 2 astronauci zobaczyli tylko poczerniałą plamę i nic więcej. Dokładna analiza zdjęć wykonanych wtedy przez astronautów, przeprowadzona już po ich wylądowaniu, wykazała, że przyczyną całego ciągu awarii było rozerwanie zbiornika ciekłego tlenu. Wybuch był tak silny, że uszkodził nawet masywną, potężną i dość odległą od miejsca eksplozji dyszę głównego silnika marszowego statku.

Dwie godziny po odłączeniu członu napędowego, James Lovell i Fred Haise przeszli z kabiny statku wyprawowego do czuwającego w kabinie Apolla Johna Swigerta, wszyscy trzej znaleźli się w lądowniku. Właz tunelu starannie zamknięto, po czym "Aquarius" został odłączony od kabiny lądującej. Statek kosmiczny, a raczej jego niewielka pozostałość, wdarł się w korytarz wlotu ze zbyt dużą prędkością, lecz przeciążenia, jakim podlegali astronauci nie były o wiele większe niż zwykle - nie przekroczyły 6 jednostek.

Dramatyczna wyprawa kosmiczna zakończyła się udanym wodowaniem 17 kwietnia 1970 roku, po 87 godzinach walki astronautów i specjalistów ośrodka kosmicznego w Houston ze skutkami wybuchu, który uniemożliwił lądowanie na Księżycu. Natychmiast powołano komisję do zbadania przyczyn wypadku. Jej członkowie pracowali w pośpiechu, po 14 godzin na dobę, by zdążyć z ustaleniem przyczyn przed kolejnymi startami programu Apollo. Od początku głównym podejrzanym był zbiornik ciekłego tlenu nr 2. Zbadano zdjęcia członu silnikowego, drobiazgowe raporty wszystkich członków załogi, zapisy danych telemetrycznych, raporty fabryczne opisujące kolejne etapy produkcji każdego z elementów statku, przeprowadzono testy laboratoryjne. Komisja dogrzebała się w dokumentach fabrycznych, że dwa lata przed startem Apolla -13 zbiornik uległ uszkodzeniu w następstwie uderzenia o podłoże. Sprawdzono go wówczas i nie wykryto niczego, a jednak na miesiąc przed startem, gdy zbiornik był już zamontowany w zespole Apollo, po próbnym napełnieniu, znowu sprawiał kłopoty. I wtedy technicy NASA popełnili kardynalny błąd. Aby przyspieszyć jego opróżnienie postanowili, co prawda po konsultacjach z konstruktorami zbiornika, wygotować resztkę płynnego tlenu - i podwyższyli napięcie w instalacji ze zwykłych 28 V do 65 V. Spowodowało to popękanie teflonowej izolacji przewodów elektrycznych doprowadzających zasilanie do mieszadeł w zbiorniku.Proszę to sobie wyobrazić! Po przedstartowym napełnieniu zbiorników przewody elektryczne z uszkodzoną izolacją znalazły się w ciekłym tlenie. I tak Apollo-13 wystartował. Gdy w czasie lotu włączono mieszadła, nastąpiło zwarcie i żarzenie izolacji. W ciekłym tlenie! Wybuch nastąpił kilka sekund później

Dzięki ustaleniom komisji wprowadzono zmiany w konstrukcji zbiorników tlenu. Start następnej wyprawy Apollo-14 opóźnił się w stosunku do planu o cztery miesiące, doszedł do skutku w styczniu 1971 roku.

Szerzej na ten temat w książce Marka Jarosińskiego "Tajemnice, które wyszły na jaw" - dalej


KSIĄŻKI
"Tajemnice, które wyszły na jaw"
"Tajemnice, które wyszły na jaw"

"Krzyk w kosmosie"
"Krzyk w kosmosie"

"Jak zaginać nauczycieli"
"Jak zaginać nauczycieli"


Page Design © CYFRANET & Maciej Myśliwiec
All Rights Reserved

Page optimized for IE 5.0 and NN 4.72
Best quality in 800x600 or 1024x768
E-mail Maciej Myśliwiec