|
|
16 pocisków dla Breżniewa
22 stycznia 1969 roku zorganizowano w Moskwie uroczyste powitanie kosmonautów biorących udział w udanym eksperymencie połączenia na orbicie statków kosmicznych Sojuz-4 i 5. Na manifestację wybrał się też 22-letni młodszy lejtnant Wiktor Iwanowicz Iljin. Nie po to jednak, by witać kosmonautów, ale by dokonać spektakularnego zamachu na sekretarza generalnego KC KPZR Leonida Breżniewa.
Iljin uciekł z jednostki wojskowej w Łomonosowie pod Leningradem zabierając ze sobą dwa pistolety. Poleciał samolotem rejsowym do Moskwy, przedostał się w przebraniu sierżanta milicji na trasę przejazdu rządowych limuzyn, w wybranym momencie wybiegł przed jedną z nich, którą - jak sądził - miał jechać Breżniew i zaczął jak opętany strzelać z obu pistoletów naraz. Kuloodporna szyba samochodu jednak pękła, zginęła przypadkowa ofiara zamachu - kierowca. Pasażerom, którymi byli kosmonauci A. Leonow, G. Bieriegowoj, W. Tierieszkowa i jej mąż A. Nikołajew, nic się nie stało. Breżniew ocalał, bo wiozący go samochód pojechał inną drogą. U podłoża desperackiego czynu zamachowca leżała chorobliwa mania wielkości: był przekonany, że zastrzelenie Breżniewa umożliwi mu zajęcie jego miejsca sekretarza generalnego i stworzenie własnej partii, niekomunistycznej.
Został osadzony w klinice psychiatrycznej, bez procesu i bez wyroku spędził 19 lat w ścisłej izolacji, tylko jego przybrana matka mogła go odwiedzać. Posypały się wyroki na jego przełożonych i kolegów z wojska, którzy na niego nie donieśli, gdy dzielił się z nimi swoimi myślami o konieczności zmiany radzieckiej rzeczywistości. Został zwolniony w okresie pieriestrojki Gorbaczowa, przyznano mu rentę inwalidzką II grupy.
Marek Jarosiński
|
|