|
|
Niewidzialny Kokon
Zaskakującą właściwość wydychanego powietrza odkryli przypadkiem astronauci James Lovell, Fred Haise i Jack Swigert podczas nieudanej wyprawy Apollo-13 w kwietniu 1970 roku.
Astronauci wracali na Ziemię w trybie awaryjnego powrotu w skrajnie trudnych warunkach. W ich statku kosmicznym uszkodzonym wybuchem zbiornika tlenu nie działała większość urządzeń. Panowała ciemność i dojmujący chłód. Temperatura w kabinie spadła do zaledwie pięciu stopni Celsjusza. W tak niskiej temperaturze astronauci rozgrzewali się pracując przy utrzymywaniu jako takiej sprawności aparatury pokładowej - ruszali się i myśli mieli zajęte innymi sprawami niż utyskiwaniem na chłód. Natomiast nie sposób było spać w takim zimnie.

Nieoczekiwanie jednak pomagał astronautom... wydychany przez nich dwutlenek węgla. W atmosferze kabiny normalnie funkcjonującego statku kosmicznego powietrze ciągle mieszane jest wentylatorami, które zastępują zwykłą w naturalnych ziemskich warunkach konwekcję jego cząstek. Stan nieważkości wymaga sztucznego rozpraszania niewidzialnych chmur dwutlenku węgla gromadzących się wokół oddychających ludzi. W poważnie uszkodzonym statku Apollo-13 brakowało energii elektrycznej do zasilania wentylatorów mieszających atmosferę, toteż wokół śpiącego, nie poruszającego się astronauty, tworzyła się niewidzialna gazowa otoczka wydychanego dwutlenku węgla. Gdy temperatura w kabinie opadła do zaledwie pięciu stopni, wokół śpiącego tworzyła się cienka warstwa powietrza o temperaturze ciała człowieka. Brak grawitacji oznaczał także brak konwekcji - ciepłe powietrze nie było lżejsze od zimnego, a więc nie unosiło się w górę i nie odpływało. Jednakże w chmurce dwutlenku węgla astronauci spali źle i ogólnie źle się czuli - składało się na to nie tylko oddychanie mieszanką gazową ze zbyt dużą zawartością dwutlenku węgla, ale też stres wynikający rzecz jasna z poczucia zagrożenia, jaki musieli odczuwać astronauci wracający w okolice Ziemi na pokładzie poważnie uszkodzonego statku kosmicznego po nieudanej wyprawie księżycowej.
Po 87 godzinach walki specjalistów Ośrodka Kontroli Lotu w Houston o uratowanie astronautów lądownik Apollo-13 szczęśliwie wodował 17 kwietnia 1970 roku w Oceanie Spokojnym. Astronauci powrócili na Ziemię w nienajgorszej kondycji, choć wyczerpani trudami dramatycznej wyprawy. Chłód w kabinie statku nie pozwalał im na normalny sen, zapadali jedynie w odrętwiające krótkotrwałe drzemki. Wszyscy trzej sporo schudli - od trzech do pięciu kilogramów. Ogólnie jednak byli zdrowi, jedynie Fred Haise nabawił się lekkiej infekcji i miał lekko podwyższoną temperaturę ciała. Niewidzialne kokony dwutlenku węgla tworzące się podczas snu astronautów uchroniły ich organizmy przed wyziębieniem, pomogły przetrwać w ekstremalnych warunkach.
Marek Jarosiński
|
|