|
|
KOSMICZNA SZTUKA PRZEŻYCIA
W ciemności bez tlenu i wody
Prawdziwą szkołę przetrwania przeszli astronauci nieudanej wyprawy księżycowej Apollo-13 w kwietniu 1970 roku. Gdy zespół Apollo "Odyssey" - LM "Aquarius" pokonał 5/6 odległości do Księżyca, w części silnikowej statku kosmicznego nastąpił silny wybuch. Eksplodował zbiornik tlenu nr 2, po czym jedno z trzech ogniw paliwowych zasilanych tymże tlenem oraz wodorem, a produkujących oprócz energii elektrycznej także wodę, przestało działać. Spadło napięcie sieci elektrycznej statku. Po chwili przestało działać drugie ogniwo i odnotowano powolną ucieczkę tlenu ze zbiornika nr 1. Astronauci James Lovell, John Swigert i Fred Haise awaryjnie wracali na Ziemię wykorzystując urządzenia statku wyprawowego LM, który miał osadzić dwóch z nich na powierzchni Księżyca, a posłużył w tych dramatycznych okolicznościach jako szalupa ratunkowa.
Pierwsza noc (według czasu ziemskiego) upłynęła pod znakiem rwącej się ciągle łączności z Houston. źle działająca antena kierunkowa traciła Ziemię ze swego zasięgu. Bardzo już zmęczeni astronauci próbowali jakoś spać, a przynajmniej drzemać. Nie wychodziło, w kabinie było za zimno, w dodatku los uczestników wyprawy nie był pewny, nikt nie mógł zaręczyć, że uda im się powrócić z nieudanej wyprawy. Dopiero po przekroczeniu przez powracający statek Apollo-13 punktu równowagi grawitacyjnej między Ziemią a jej satelitą w następnej dobie po wybuchu, sytuacja astronautów ustabilizowała się, wzrastały ich szanse na przetrwanie. Wymagało to jednak ogromnej pracy i pokonywania niespodziewanych przeszkód. Brakowało im tlenu, bowiem zbyt długo działały filtry mieszaniny gazowej w lądowniku LM, zużywały się. Nie można było ich wprost zamienić filtrami z kabiny macierzystej, bo zaprojektowane były oddzielnie i przez to kwadratowych filtrów z kabiny CM nie można było podłączyć wprost do okrągłych gniazd systemów regeneracji kabiny LM. Z pomocą przyszli specjaliści na Ziemi, którzy natychmiast opracowali schemat prowizorycznego ich przeniesienia z wykorzystaniem podręcznych materiałów dostępnych w kabinie kosmicznej - plastra, tektury, sznurków, plastikowej torby. Dodatkową wymianę mieszaniny gazowej, którą oddychali astronauci umożliwiał plastikowy wąż przeciągnięty z kabiny CM do kabiny statku wyprawowego. Te prymitywne rozwiązania pomogły uratować życie załogi.
Gdy przyszedł czas na wypoczynek pracującej od wielu godzin załogi, wyczerpani astronauci próbowali zasnąć. John Swigert, pilot członu macierzystego drzemał na dnie kabiny statku macierzystego, Fred Haise, pilot statku wyprawowego LM rozłożył się w tunelu przejściowym, a dowódca wyprawy, James Lovell, dyżurował. Z kabiny LM utrzymywał łączność z Ziemią, a raczej dramatycznie walczył o jej utrzymanie, bo ta ciągle zanikała. W kabinie Apollo z powodu braku prądu było zimno. Zimno i ciemno, bo oświetlenie także trzeba było wyłączyć. Temperatura spadła do wartości bliskiej temperaturze zamarzania wody, w statku wyprawowym było tylko o kilka stopni cieplej, czyli też zimno. Uniemożliwiało to sen, astronauci zapadali jedynie w krótkotrwałe drzemki.
Życie uratowały astronautom komputery, dzięki którym specjaliści na Ziemi wyliczyli nową awaryjną procedurę uruchomienia silników statku wyprawowego, co umożliwiło przejście lądownika na trajektorię zejścia z orbity wokółziemskiej. Dramatyczna wyprawa kosmiczna zakończyła się udanym wodowaniem 17 kwietnia 1970 roku, po 87 godzinach walki astronautów i specjalistów ośrodka kosmicznego w Houston ze skutkami wybuchu, który przeszkodził lądowaniu załogi statku na Księżycu
Marek Jarosiński
|
|