![]() |
|
![]() |
|||||
|
Powrót z Gwiazd
Przed wielu laty Stanisław Lem napisał powieść "Powrót z gwiazd", w której przedstawił rozterki astronauty próbującego po powrocie z długiej kosmicznej wyprawy przystosować się do bardzo zmienionych warunków życia na Ziemi.
Okoliczności lądowania na naszej planecie kosmonauty Siergieja Krikalowa przy-pominały nieco tamtą fantastyczną wizję pisarza. Krikalow poleciał w kosmos z kosmodromu Bajkonur w Kazaskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej 18 maja 1991 roku na pokładzie statku kosmicznego Sojuz TM-12 wraz z Anatolijem Arcebarskim i pierwszą brytyjską kosmonautką Helen Sharman. Powróciła ona na Ziemię już po ośmiu dniach, a w październiku wylądował wraz z pierwszym austriackim kosmonautą Franzem Viehboeckiem współtowarzysz Krikalowa - A. Arcebarski. Siergieja Krikalowa pozostawiono w składzie nowej załogi długotrwałej stacji orbitalnej Mir - do czasu następnej wyprawy odwiedzającej. Termin jej startu ciągle jednak odkładano.
Tymczasem 19 sierpnia 1991 roku doszło w ZSRR do puczu wojskowego, w wyniku którego usunięty miał zostać Michaił Gorbaczow. Pucz się nie udał, przyśpieszył jednak przemiany polityczne - rozleciał się Związek Radziecki, rozwiązano jego ostoję, Komunistyczną Partię Związku Radzieckiego. Kosmonauci przebywający na orbicie w owe pamiętne sierpniowe dni zachowali zimną krew i nie pośpieszyli z wyrazami poparcia dla przywódcy przewrotu Giennadija Janajewa. Dzięki temu, gdy zaledwie dwa dni później, kiedy już stawało się jasne, jakie stanowisko należy zająć, spokojnie mogli potępić próbę przewrotu. W ten sposób uratowali twarz i nie musieli obawiać się powrotu na Ziemię.
Harmonogram startów jednak rozleciał się - także z powodu ogólnego zamieszania w Rosji - i po powrocie na Ziemię kosmonautów austriackiego Viehboecka i rosyjskiego Arcebarskiego, okazało się, że właściwie Krikalowa przebywającego na pokładzie stacji Mir wraz z nowym członkiem załogi, Aleksandrem Wołkowem, nie ma jak wymienić na innego, który miałby świeże siły do pokonania trudów długotrwałego lotu kosmicznego. Zorganizowanie oddzielnej ekspedycji na orbitę byłoby niepomiernie kosztowne. Pół biedy z kosmonautą A. Wołkowem, który dopiero zaczął swoją kilkumiesięczną wachtę na orbicie, ale dopuszczalny czas pobytu człowieka w kosmosie dla Krikalowa nieubłaganie kończył się. Minął Nowy Rok 1992 roku, a Krikalow pozostawał więźniem wokółziemskich orbit.
Wreszcie skorzystano z przygotowywanego od dawna lotu na pokład Mira niemieckiego kosmonauty Klausa-Dietricha Fladego, który w znaczącej części sfinansowany zo-stał z kieszeni niemieckich podatników i dzięki Niemcowi i dzięki pieniądzom wyłożonym przez Niemców, kosmonauta Siergiej Krikalow wreszcie mógł w marcu 1992 roku wrócić na Ziemię.
Startował w kosmos ze Związku Radzieckiego, a wylądował niedaleko od miejsca startu, ale już w innym państwie - w Kazachstanie, jako obywatel nieistniejącego już pań-stwa władzy radzieckiej. Jego rodzinne miasto przestało w międzyczasie nosić nazwę Leningrad i stało się na powrót Sankt Petersburgiem. Podczas uroczystości powitania kosmonauty na Ziemi nie podkreślano już, że wypełnił on zadanie partii, raczej kurtuazyjnie przemilczano fakt jego przynależności do Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a na trybunie honorowej próżno by wypatrywać byłego prezydenta byłego ZSRR Michaiła Gorbaczowa.
Psychiatrzy Centrum Przygotowania Kosmonautów kontrolujący z Ziemi stan psychiczny kosmonautów podczas lotu, byli zdania, że dodatkową trudność w procesie adaptacji kosmonauty Krikalowa do warunków ziemskich sprawi fakt, że będzie on musiał znaleźć się w realiach powrotu do kapitalizmu, w realiach gospodarki rynkowej. No, przesadny optymizm! Jeszcze teraz, w wiele lat po upadku ZSRR, trudno mówić o Rosji, jako o kraju kapitalistycznym, a o rozwiniętej gospodarce wolnorynkowej obywatele tego kraju, zacofanego, opanowanego przez mafie polityczne, gospodarcze i kryminalne, mogą tylko pomarzyć. Krikalow nie zwariował z nadmiaru szczęścia.
Emblemat lotu statku Sojuz TM-12, na którego pokładzie wystartował Krikalow w swoją długą misję.
Siergiej Krikalow na pokładzie stacji Alfa w marcu 2001.(w iluminatorze widać wahadłowiec Discovery)
Marek Jarosiński |
|
||||||
|
|||||||