Magazyn astronautyczny
ARTYKUŁY
Niewidzialny kokon

Rosjanie lecieli na Księżyc

Pierwsza Załoga

Tow. Lenin o statku kosmicznym

Nawet Ameryce zabrakło wyobraźni

Nie chciał umierać jako samobójca

Wybrani spośród milionów

Ucieka tlen!

Odyseja Kosmiczna - Finał

Misje roku 2002

Rok 1986

Chińska kosmonautyka

Amerykanin w saunie z komunistą

Tylko wzlot

Czy żyje? Nadaje sygnały?

Iwan Iwanowicz przed Gagarinem

Hubble po raz czwarty

Najważniejsze, żeby nie mieli pietra

12 minut kosmicznego mrozu

Z Kosmosu na dno oceanu

Swięty Mikołaj Istnieje!

Szum wokół
STS-113


Życie przywiezione z Księżyca

Nie udało się sfilmować

Sądzicie, że będę mniej kochał Gagarina?

Garść pyłu księżycowego

Miało być lądowanie radzieckich kosmonautów na Księżycu

Telefon z Moskwy

W przypadkowych miejscach spadł Skylab i Salut-7

Breżniew się zdenerwował

Kierowca zginął przez pomyłkę

Pierwsza radziecka stacja orbitalna

Nie dosięgnął

Start Challengera

Ognista smuga

LUDZIE
ASTRONAUTYKI
W. S. Warłamow

H. Titow

J. L. Ross

D. A. Tito

S. Krikalow

W. N. Bondarienko

J. H. Glenn

W. W. Tierieszkowa
Rosjanie lecieli na Księżyc

Tajna historia Związku Radzieckiego

Radziecki kosmonauta A. Leonow miał być pierwszy na Księżycu

Przed startem na Księżyc trenowali w Somalii

Wysłać kosmonautów radzieckich na Księżyc Związkowi Radzieckiemu się nie udało, chociaż przygotowania były mocno zaawansowane. Ale może to dobrze, ponieważ gdyby tam polecieli, mogłoby się okazać, że pozostaliby na nim zamknięci w lądowniku, bez pomocy z Ziemi, tak jak niedawno bez pomocy z zewnątrz zginęli marynarze rosyjskiego atomowego okrętu podwodnego "Kursk".


3 sierpnia 1964 roku Komitet Centralny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego zatwierdził program pierwszej załogowej wyprawy na Księżyc. W lutym 1967 roku ustalono harmonogram prac nad potężną rakietą nośną N-1, umożliwiającą wysłanie w stronę Księżyca załogowego statku kosmicznego. Pierwsze lądowanie kosmonautów na naturalnym satelicie Ziemi wyznaczono na trzeci, a najpóźniej na czwarty kwartał roku 1968.

Wydawało się wtedy, że lądowanie radzieckich kosmonautów na Księżycu jest tuż, tuż - w zasięgu ręki.

Nawet żarty rysunkowe na ostatniej "luźniejszej" stronie najważniejszej w ZSRR gazety "Prawda" wyrażały ówczesne radzieckie aspiracje. Oto człowiek z jakimś rulonem pod pachą spotyka przypadkiem znajomego odzianego w skafander kosmiczny - w jego ręku teczka, przez ramię przewieszony termos. W oddali łuk Księżyca.

- Dokąd? - pyta człowiek z rulonem.
- W miesięczną delegację! - odpowiada uradowany kosmonauta wskazując na Księżyc.
Albo rysunek wykonany specjalnie dla "Prawdy" przez duńskiego komunistę, rysownika Herlufa Bistrupa: oficer lotnictwa radzieckiego rozmawia z kosmonautą, w tle uśmiechnięty Księżyc.
- Wygląda na to, że Księżyc przygotował się na nasze przyjęcie... - powiada oficer.
- Bez wątpienia. Już świetnie rozmawia po rosyjsku!

Generał N.P Kamanin udzielił znanemu polskiemu dziennikarzowi Ryszardowi Badowskiemu wywiadu, który w 1967 roku wydrukowało "Życie Warszawy". Był ostrożny w podawaniu konkretnych terminów, ale z jego wypowiedzi przebijała pewność, że radzieccy kosmonauci jako pierwsi z triumfem zatkną czerwony sztandar na Księżycu. Nie jestem w stanie podać wam daty pierwszego lotu załogowego na Księżyc - powiedział Kamanin. Wiele jest jeszcze do zrobienia. Jedno jest pewne: za 5 lat loty załogowe na Srebrny Glob będą częstsze i rakiety mknąć będą na Księżyc po utartym szlaku.
Ale prace nad rakietą nośną N-1 ciągle się opóźniały - z braku pieniędzy i niewydolności organizacyjnej.



Tymczasem w styczniu 1968 roku zaczęły się w Gwiezdnym Miasteczku treningi kandydatów do lotu na Księżyc. Gen. Kamanin, szef przygotowania kosmonautów, w utajnionym dokumencie zatwierdził propozycje 18 osób. Na dowódcę tej grupy wyznaczono Aleksieja Leonowa, bo był jedynym radzieckim kosmonautą posiadającym doświadczenie wyjścia w otwarty kosmos. Sformowano dwie dwuosobowe załogi złożone z najlepszych kandydatów. Dowódcą pierwszej załogi księżycowej mianowano A. Leonowa, drugiej (zapasowej) - W. Bykowskiego oraz inżynierów z biura konstrukcyjnego - O. Makarowa i N. Rukawisznikowa.

W Akademii Nauk ZSRR istniał Komitet Księżycowy, który przez cały czas przygotowań do lądowania radzieckich kosmonautów na Księżycu, nie sformułował żadnych celów naukowych, jakim wyprawa na Srebrny Glob miałaby służyć. Od początku chodziło tylko o prestiż Związku Radzieckiego, o efekt propagandowy.

Kosmonauci trenowali w Somalii

Radziecki program księżycowy przewidywał najpierw lot statku załogowego wokół Księżyca, a dopiero później lądowanie i trzydniowy pobyt kosmonautów na jego powierzchni. Wykorzystując statek kosmiczny Sojuz, opracowano statek księżycowy złożony z bloku Ł-1 dla dwóch kosmonautów, przeznaczonego do oblotu Księżyca, oraz członu Ł-3, jednoosobowego statku umożliwiającego wylądowanie na powierzchni naszej satelity.

Część Ł-1 miała tylko jedną ciasną kabinę służącą jednocześnie jako lądownik. Dwaj kosmonauci przebywaliby w niej w pozycji siedzącej 7-8 dni, bo tyle miały trwać radzieckie wyprawy wokół Księżyca. Lądownik księżycowy Ł-3 był podobny do swego amerykańskiego odpowiednika LM wykorzystywanego w wyprawach programu Apollo do lądowania na Księżycu.

Kandydaci do lotu z pomocą symulatora wykonanego z przerobionego śmigłowca dostosowanego do potrzeb takiego treningu uczyli się wybierać w krótkim czasie miejsce do wylądowania na Księżycu, opuszczać lądownik na grunt księżycowy przy ograniczonym zapasie paliwa, błyskawicznie oceniać prędkość opadania. Warunki poruszania się po Księżycu, przy sześciokrotnie mniejszej niż na Ziemi sile ciężkości, imitował symulator zainstalowany w hali sportowej Centrum Przygotowania Kosmonautów.

Przewidywano, że radziecki statek kosmiczny powracający z Księżyca będzie zbliżał się do lądowania na naszym globie od strony Antarktydy. Dlatego kandydaci do wypraw księżycowych, aby mogli zapoznać się z układem gwiazdozbiorów w rejonie Krzyża Południa, w wielkiej tajemnicy latali na Półwysep Somalijski we wschodniej Afryce, do zaprzyjaźnionej z ZSRR Somalii.

Opracowano metodykę lądowania statku księżycowego na Ziemi z drugą prędkością kosmiczną, z wykorzystaniem efektu rykoszetu, manewru przypominającego odbijanie się od powierzchni wody umiejętnie rzuconego płaskiego kamyka. Statek wchodził w atmosferę Ziemi z olbrzymią prędkością ponad 40 tysięcy kilometrów na godzinę - za pierwszym odbiciem od jej gęstych warstw wytracał częściowo prędkość, a za drugim znacznie ją zmniejszał. Kandydaci ćwiczyli takie lądowanie na symulatorze "Wołczok" osiągając umiejętność trafienia w zaplanowany rejon z dokładnością do jednego kilometra.

Niewiele brakowało, by powiódł się pierwszy wariant programu księżycowego ZSRR, okrążenie Srebrnego Globu przez dwóch kosmonautów. Przygotowano do tego celu zmodyfikowany statek Sojuz w wariancie Ł-1, bez lądownika księżycowego. Do jego wynoszenia przystosowano rakietę nośną Proton, bo N-1 ciągle nie była gotowa.

Próba startu pierwszego statku księżycowego zakończyła się fiaskiem. W członie wspomagającym "D" niewłaściwie zamontowano przełączniki indukcji impulsów, co spowodowało, że na orbicie wokółziemskiej, statek miast rozpędzić się do II prędkości kosmicznej, zaczął hamować. Na rozkaz z Ziemi eksplodował. Zatajono ten fakt.

Następny statek, nazwany Zond-4, wystartował 2 marca 1968 roku. Start udał się, ale później statek minął Księżyc w dużej odległości i przeszedł na orbitę okołosłoneczną.

Powiódł się lot następnego prototypu statku Ł-1 pod nazwą Zond-5. Został on wyniesiony przez rakietę nośną Proton 15 września 1968 roku. Okrążył Srebrny Glob przy minimalnej wysokości nad nim 1960 kilometrów, po czym powrócił na Ziemię. Wodował w Oceanie Indyjskim. Ciekawostka: Zond-5 miał swoich pasażerów. Lot wokół Księżyca z drugą prędkością kosmiczną odbyły żółwie doświadczalne. Po raz pierwszy w historii statek kosmiczny z Ziemi okrążył Księżyc i powrócił na naszą planetę i po raz pierwszy taką podróż przeżyły żywe istoty.

A potem znów zdarzyła się katastrofa. Kolejna rakieta nośna Proton ze statkiem księżycowym Ł-1 w kilkanaście sekund po rozpoczęciu wznoszenia runęła w pobliżu miejsca startu. Przyczyną awarii był gumowy element instalacji, który dostał się do przewodu paliwowego turbopompy odcinając dopływ paliwa.

W tym samym czasie kandydaci przygotowujący się do lotu na Księżyc ukończyli cykl zajęć programowych, zdali egzaminy z konstrukcji statku i programu lotu. Byli gotowi. Z nadzieją śledzili lot Zonda-6, który wystartował 10 listopada 1968 roku. Okrążył Srebrny Glob, a po tygodniu zbliżył się do Ziemi. Jednak końcowa część lądowania zakończyła się katastrofą, spadochrony nie wytrzymały zbyt dużej prędkości opadania i się oderwały. Kabina statku uderzyła silnie o grunt. Zadziwiające, że ze zniszczonego lądownika udało się uratować część klisz fotograficznych, z których Rosjanie, jako pierwsi, uzyskali wyjątkowo czyste i wyraźne zdjęcia Ziemi widzianej z odległości Księżyca.

Księżyc nie reklamuje Coca-Coli

Tymczasem Amerykanie nie zasypiali gruszek w popiele. Po przerwie spowodowanej pożarem statku kosmicznego Apollo (w styczniu 1967 roku) w NASA prace nad przygotowaniem pierwszej wyprawy księżycowej znowu zaczęły nabierać tempa. W grudniu, w samą Wigilię Bożego Narodzenia 1968 roku, statek Apollo-8 wypróbowano w locie wokółksiężycowym z trzema astronautami na pokładzie. Upadły radzieckie nadzieje na pierwszeństwo w tej dziedzinie.

Krążył kiedyś u nas dowcip na temat tej rywalizacji.
Breżniew łączy się przez gorącą linię z prezydentem Nixonem i wykrzykuje do słuchawki:
- A na Księżycu i tak będziemy pierwsi! - he, he... I przemalujemy go na czerwono!
- O'kay! - odpowiada ze spokojem Nixon. - A my na czerwonym tle białą farbą domalujemy napis Coca-Cola i zrobimy z Księżyca wieeelką reklamę.

Ale żeby wysłać radzieckich kosmonautów na Księżyc, trzeba było dysponować silną rakietą o nośności około 100 ton, jednakże prace nad N-1 ciągle kulały. Wreszcie postanowiono wypróbować ją 21 lutego 1969 roku. Na wierzchołku pierwszej N-1 umieszczono kompletny statek księżycowy zawierający oba główne segmenty - Ł-1 i Ł-3. 70 sekund po starcie tylny przedział pierwszego stopnia rakiety zaczął się palić. N-1 trzeba było zniszczyć w powietrzu.

Stawało się jasne, że Rosjanom nie uda się wyprzedzić Stanów Zjednoczonych w wyścigu do Księżyca. W zastępstwie oczekiwanego sukcesu wielkimi zwycięstwami radzieckiej nauki i techniki prasa radziecka nazywała wyprawy kilku automatycznych próbników Księżyca - Łuna i Zond.

A w 1969 roku Związek Radziecki, chcąc osłabić propagandową wymowę lądowania Apollo-11 na Księżycu, przeprowadził w tym samym czasie wyprawę automatycznej sondy Łuna-15, by udowodnić, że wysyłanie ludzi na Księżyc jest niepotrzebne, ale misja Łuny-15 nie powiodła się. Po 52 okrążeniach Księżyca osiadła ona na nim 21 lipca 1969 roku, ledwie kilka czy kilkanaście godzin po wylądowaniu Neila Armstronga i Edwina Aldrina - i trudno przyjąć, iż był to przypadek. Operatorzy radzieckiego Centrum Kierowania Lotem czekali wówczas na decydującą, najważniejszą fazę ekspedycji Łuny - pobranie próbek gruntu, start z Księżyca i sprowadzenie tych próbek na Ziemię. Dzięki temu Rosjanie mieliby w swoich laboratoriach grunt księżycowy o dwa dni wcześniej niż Amerykanie, którzy oczekiwali powrotu Apolla-11 na Ziemię 24 lipca. Ale Łuna-15 opadła na zbocze księżycowego wzgórza i członu mającego powrócić na Ziemię nie udało się uruchomić. Nie uratowała prestiżu ZSRR.

Gdy amerykańscy astronauci Armstrong i Aldrin, po osadzeniu lądownika LM "Orzeł" w rejonie Morza Spokoju, na oczach setek milionów telewidzów przygotowywali się do zejścia na powierzchnię Księżyca, czuwający na orbicie wokółksiężycowej trzeci astronauta misji, pilot członu macierzystego Apollo-11, Michael Collins, skarżył się operatorom ośrodka kontroli lotu w Houston:
- Mam do nich bliżej niż wy wszyscy, a nie widzę, co tam się dzieje...
Z Ziemi pocieszano go:
- Nie przejmuj się stary, Chińczycy i Rosjanie też nie widzą...

To była prawda. W telewizji moskiewskiej niedziela, 20 lipca przebiegała pod hasłami Dnia Metalurga oraz Dni Kultury Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej - przed obchodzonym wówczas w Polsce 22 lipca świętem Odrodzenia i w związku z braterską wizytą w Warszawie L. Breżniewa.

Na użytek propagandy zaczęto w ZSRR twierdzić, że załogowe loty na Księżyc "nie mają dostatecznego uzasadnienia ani naukowego, ani gospodarczego, zważywszy potrzeby gospodarki narodowej ZSRR".

Jednak 3 lipca 1970 roku po raz drugi wypróbowano rakietę nośną N-1. Oderwała się od płyty startowej, wzniosła się na wysokość 100 metrów, a wtedy niesprawność pompy podającej ciekły tlen spowodowała eksplozję jednego z silników. Zadziałał system awaryjny KORD, co jeszcze pogorszyło sytuację - wyłączył wszystkie pozostałe silniki. Rakieta runęła na stanowisko startowe i wybuchła. Zniszczenia były ogromne.

W radzieckich kręgach naukowych stał się obowiązujący pogląd, iż dla zbadania powierzchniowej warstwy Księżyca są potrzebne nie kilogramy, a zaledwie gramy gruntu księżycowego.

Jednakże nawet o te gramy było trudno. Dopiero we wrześniu 1970 roku Rosjanie mogli się pochwalić pierwszymi próbkami z Księżyca, po powrocie aparatu lądującego Łuny-16, który dostarczył na Ziemię 105 gramów gruntu.

Kosmonauci trenowali w Somalii


Na Srebrny Glob wysłano jeszcze kilka kolejnych próbników Łuna, w tym dwa z automatycznymi pojazdami Łunochod. Te przedsięwzięcia miały udowodnić światu, że radziecka nauka i technika nie ustępuje amerykańskiej. Niestety, nie wszystkie one były udane.

W październiku 1970 roku wypróbowany został ostatni prototyp radzieckiego załogowego statku księżycowego - Zond-8. Obleciał Księżyc dookoła wykonując przy tym fotografowanie jego powierzchni i powrócił na Ziemię w wariancie przewidzianym dla załogowej wyprawy, od strony północnej półkuli Ziemi. Wodował w Oceanie Indyjskim, w rejonie grupy atoli koralowych Czagos leżących na północny wschód od Madagaskaru. Lot był udany, lecz cóż z tego, jeśli rywalizacja o pierwszeństwo na Księżycu była już definitywnie przez Rosjan przegrana.

Specjaliści Biura Konstrukcyjnego pracowali jednak nadal nad potężną rakietą nośną N-1, którą można byłoby wykorzystać w różnych innych celach, niekoniecznie do wyniesienia wyprawy załogowej na Księżyc. Odbudowa zniszczeń stanowiska startowego zabrała rok. 27 lipca 1971 roku odbyła się trzecia próba startu rakiety tego typu. N-1 trochę się uniosła, ale po 7 sekundach zaczęła wirować wokół własnej osi, utraciła sterowność. System KORD znowu wyłączył silniki. Rakieta opadła na ziemię. Eksplozja po raz drugi zniszczyła stanowisko startowe. Awarie wywarły przygnębiające wrażenie na personelu kosmodromu.

Czwarty start doszedł do skutku 23 listopada 1972 roku. Na 10 sekund przed końcem pracy silników pierwszego stopnia rakieta zaczęła się odchylać od osi podłużnej. Lot trzeba było przerwać. Szczątki N-1 opadły na dużej przestrzeni.

Radziecki naukowiec akademik Roald Sagdiejew w wywiadzie dla znanego amerykańskiego tygodnika "Newsweek" opublikowanym w grudniu 1983 roku, a więc prawie 15 lat po lądowaniu Amerykanów na Księżycu, powiedział, że Związek Radziecki nie planuje lotów załogowych na Księżyc.
- Dlaczego? - zapytał z głupia frant publicysta "Newsweeka" Robert B. Cullen.
- Wyprawa na Księżyc ma dwojakie znaczenie: prestiżowe i naukowe. Jednak po wylądowaniu człowieka na Księżycu następne nie mają już znaczenia prestiżowego. Gdyby program Apollo nie zakończył się powodzeniem, podjęlibyśmy być może takie próby - przyznał Sagdiejew.

Szerzej na ten temat w książce Marka Jarosińskiego "Tajemnice, które wyszły na jaw" - dalej


KSIĄŻKI
"Tajemnice, które wyszły na jaw"
"Tajemnice, które wyszły na jaw"

"Krzyk w kosmosie"
"Krzyk w kosmosie"

"Jak zaginać nauczycieli"
"Jak zaginać nauczycieli"


Page Design © CYFRANET & Maciej Myśliwiec
All Rights Reserved

Page optimized for IE 5.0 and NN 4.72
Best quality in 800x600 or 1024x768
E-mail Maciej Myśliwiec