|
|
Telefon z Moskwy
W ciasnej przestrzeni lądownika i kulistego członu orbitalnego dwaj kosmonauci spędzili 18 dni
W 1969 roku Amerykanie przeprowadzili dwie udane wyprawy astronautów na Księżyc. Rosjanie już nie mieli szans na zwycięstwo w tym wyścigu, nawet na dorównanie amerykańskim sukcesom. Zaczęli więc w propagandzie twierdzić, że w ogóle się na Księżyc nie wybierają, że przyszłością kosmonautyki są wokółziemskie stacje orbitalne. I przyznać trzeba, że w tym mieli rację, rzeczywiście w tym kierunku potoczył się rozwój techniki kosmicznej.
Statek kosmiczny typu Sojuz pierwotnie konstruowany z myślą o lotach księżycowych, miał teraz służyć do dostarczania załóg stacji orbitalnych. Ale stacja orbitalna nazwana Salut, przygotowywana w dwóch różnych biurach konstrukcyjnych w dwóch wariantach - cywilnym i wojskowym, nie była jeszcze gotowa. Zdecydowano więc o przeprowadzeniu długotrwałego lotu wokółziemskiego dwóch kosmonautów na pokładzie statku kosmicznego Sojuz-9. Chodziło o sprawdzenie możliwości przystosowania ludzkiego organizmu do przyszłych coraz dłuższych wypraw orbitalnych.
Ówczesny rekord długotrwałości lotu kosmicznego należał do amerykańskich astronautów Gemini-7 (z grudnia 1965 roku) F. Bormana i J. Lovella - 14 dni lotu wokółziemskiego. Rosjanie postanowili przedłużyć ówczesną granicę wytrzymałości ludzkiego organizmu na 18 dni.
Do długotrwałego lotu kosmicznego wytypowano dwie załogi. Załogę podstawową sformowano z dowódcy wyprawy Adriana Nikołajewa, który w 1962 roku jako trzeci radziecki kosmonauta wykonał prawie czterodniowy lot Wostokiem-3 i inżyniera pokładowego Witalija Siewastianowa, nowicjusza w kosmosie. Psychologowie dobrali tę załogę na zasadzie przeciwieństw sylwetek psychologicznych kosmonautów. Warunki przebywania w ciasnych pomieszczeniach statku Sojuz przez ponad dwa tygodnie mogłyby dwóch spokojnych flegmatyków wprowadzić w nastrój głębokiej apatii, a dwóch narwańców doprowadzić do furii, w wyniku której mogliby się wzajemnie atakować. Te obawy nie były przesadzone, bo rok później, podczas 24-dniowego lotu załogi stacji orbitalnej Salut doszło do poważnych kłótni między trzema członkami załogi, a jeden z kosmonautów wprost przejął władzę i ogłosił się dowódcą stacji. Kilka lat później trzech amerykańskich astronautów bazy orbitalnej Skylab popadło w niewytłumaczalną apatię i ospałość.
Oficer lotnictwa Nikołajew, powolny i stabilny emocjonalnie Czuwasz pochodzący z bardzo biednej wioski Szorszeły, spokojnie i pewnie dowodził swoim jedynym członkiem załogi, cywilnym inżynierem Siewastianowem, lubiącym wytwarzać szum wokół siebie samego, chętnie stającego w świetle telewizyjnych reflektorów - po dwóch długotrwałych lotach kosmicznych przez wiele lat prowadził on w radzieckiej telewizji programy publicystyczne poświęcone radzieckiej kosmonautyce.
Wystartowali na orbitę wokółziemską 1 czerwca 1970 roku. Start przebiegł bez jakichkolwiek kłopotów i zaczęła się ich 18-dniowa wyprawa orbitalna. Ich statek kosmiczny, Sojuz-9, składał się z dwuosobowego lądownika i kulistej części orbitalnej - jego przestrzeń nie była wiele większa niż wnętrze większego samochodu osobowego. Ich amerykańscy poprzednicy, rekordziści z 1965 roku, Borman i Lovell, spędzili 14 dni w jeszcze ciaśniejszej kabinie.
Skrupulatnie rejestrowano wszystkie zmiany w ich organizmach wywołane czynnikami lotu kosmicznego w warunkach nieważkości. Adaptację do rozkładu zajęć w czasie lotu orbitalnego ułatwił specjalny cykl szkolenia jeszcze na Ziemi, podczas którego kosmonauci przez dwa tygodnie przed startem żyli według czasu pokładowego - spali w dzień, pracowali w nocy. System krążenia przyzwyczajali do warunków nieważkości śpiąc w łóżkach z głowami ułożonymi poniżej reszty ciała.
Ich przystosowanie do lotu kosmicznego przebiegało dobrze, ale obawiali się o skutki długotrwałej nieważkości. Odczuwali ciężkość głów i obrzęk twarzy. W drugiej połowie lotu z rosnącym niepokojem obserwowali jak ich mięśnie rąk i nóg... stopniowo znikają. Stawali się
coraz bardziej patykowaci.
Codziennie wypełniali ankietę, w której w punktach odnotowywali okresy bólu głowy, objawy podobne do przeziębienia, uczucie ciężkości w żołądku, wilgotność śluzówek ust i nosa, podrażnienie oczu i inne dolegliwości.
Starali się utrzymywać swoje organizmy w dobrej formie ćwicząc regularnie w kulistej części statku, ale treningi te, jak się okazało po ich wylądowaniu, były niewystarczające, nie wszystkie partie mięśni obciążały w dostatecznym stopniu i kosmonauci przeprowadzali ich za mało.
15 czerwca, na 252 okrążeniu Ziemi pobili dotychczasowy amerykański rekord długotrwałości lotu kosmicznego, o czym oficjalnie zawiadomił ich przedstawiciel komisji państwowej z Centrum Kierowania Lotem. Kosmonauci skwitowali tę informację zapewniając euforycznie, że mając zapas powietrza, wody i pożywienia na 23 dni, chcieliby przedłużyć swój lot ponad 18 planowanych dób. Ziemia nie przystała na tę propozycję traktując ją jako zwykły rytuał propagandowych i niecałkiem rozsądnych deklaracji kosmonautów, awangardowych i bojowych komunistów - Siewastianow był członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego od 7 lat, jego dowódca już od lat 13. Sukces radzieckich kosmonautów odnotowali w specjalnej depeszy przekazanej im na pokład Sojuza-9, także dwaj amerykańscy astronauci Gemini-7, życząc im pomyślnego wykonania programu lotu oraz szczęśliwego powrotu na Ziemię.
Monotonię długiego lotu Ziemia starała się przerywać organizując podczas specjalnych seansów łączności spotkania kosmonautów z rodzinami i z ludźmi kultury i sztuki, sławami sportu. Kosmonauci między innymi rozegrali mecz szachowy niecodziennych partnerów: orbita wokółziemska kontra szachowy mistrz świata Anatolij Karpow. Korzystali ze specjalnie przygotowanych szachów, których figury przymocowane były tasiemkami, by nie odpływały w stanie nieważkości. Zabawa była przednia, ale została opisana w radzieckiej prasie i zaraz w Centrum Kierowania Lotem zadzwonił telefon z Moskwy: - Co to, załoga nie ma co robić w kosmosie? Rozgrywka w szachy nie spodobała się notablom z kręgów władzy, bardzo przejętych propagandowym znaczeniem długotrwałego lotu kosmicznego. Uznali, że zachodnie media mogą wyśmiać radzieckich kosmonautów, iż do tego stopnia nudzą się bezcelowym krążeniem wokół Ziemi tylko po to, by pobić amerykański rekord, że zabawiają się szachami zamiast przeprowadzać poważne eksperymenty naukowe.
Lądowanie statku Sojuz-9 odbyło się zgodnie z planem 19 czerwca 1970 roku zupełnie bez problemów technicznych. Kłopoty zaczęły się, gdy kosmonauci spróbowali wyjść z lądownika. Byli w znacznie gorszej formie niż zakładali to lekarze medycyny kosmicznej. Z trudem utrzymywali pozycję pionową. Choć wstydzili się swojej słabości i chcieli nadrabiać chwackimi minami, to marzyli o położeniu się na świeżo zoranej ziemi, na którą opadł lądownik. Do śmigłowca oczekującego ich obok lądownika zostali przeniesieni na noszach. Gdy dziarsko próbowali przynajmniej na nich usiąść, zaraz gwałtowne bicie serca ostrzegało ich przed nadmiernym wysiłkiem. W śmigłowcu z ulgą ułożyli się w przygotowane tam dla nich posłania.
Po przylocie do miejsca ich zakwaterowania w domku kosmonautów w Karagandzie, nie chcieli na oczach tłumu witających ich ludzi znowu być przenoszonymi na noszach, ale nie byli w stanie samodzielnie iść, więc podstawiono do śmigłowca samochód osobowy. Przyjaciele, kosmonauci Szatałow i Jelisiejew oraz lekarze pomogli im przesiąść się do niego, po czym podjechał on wprost pod drzwi domku, w którym natychmiast ułożyli się w łóżkach. Potem jeszcze przez wiele dni ulgę przynosiło im przesiadywanie godzinami w wannie - błogosławili wówczas imię szla-chetnego mędrca Archimedesa, który podarował ludzkości prawo hydrostatyki.
W ich organizmach wykryte zostały mikroby mutanty niespotykane wcześniej na Ziemi. Mutanty szybko się rozmnażały, ale okazały się niezdolne do życia dłużej niż 5 dni. Po ich upływie zginęły, nie wytrzymywały warunków ziemskiego ciążenia.
Kosmonauci stracili na wadze - Nikołajew 2,7 kg, Siewastianow więcej, 3,9 kg, głównie z powodu utraty tkanki mięśniowej i tłuszczowej. Mieli zmniejszone objętości komór sercowych, objawy gwałtownego przeciążenia systemu krwionośnego, chwiali się na nogach, a gdy próbowali iść, wyraźnie się zataczali. Uzmysłowili sobie jak ciężko (dosłownie) jest człowiekowi żyć na Ziemi, jak wiele energii musimy wszyscy wkładać w zwykłe poruszanie się, chociaż nie zdajemy sobie z tego faktu sprawy. Do jako takiej sprawności fizycznej powrócili dopiero po 13 dniach readaptacji do warunków ziemskiego ciążenia.
Specjaliści medycyny kosmicznej sformułowali na podstawie badań przeprowadzonych na kosmonautach Sojuza-9 twarde zasady dla przyszłych załóg długotrwałych wypraw kosmicznych - treningi fizyczne, treningi i jeszcze raz treningi, bo Ziemia nie wybacza ludzkim organizmom, które "zapomną" przemożnej siły ziemskiego ciążenia, w jakim żyjemy od urodzenia i wcale o nim nie myślimy.
 Walentina Tierieszkowa, ówcześnie żona Nikołajewa (później się rozwiedli) wraz z córeczką Alionką żegna go przed jego wyruszeniem w długi lot kosmiczny
 W ciasnych dwóch kabinach lądownika i kulistego członu orbitalnego Sojuza-9, dwaj kosmonauci spędzili 18 dni
 Telefoniczna rozmowa kosmonautów z towarzyszem sekretarzem generalnym KC KPZR L.I. Breżniewem, wkrótce po wylądowaniu
 Odznaczenia na Kremlu, kosmonauci Nikołajew i Siewastianow w towarzystwie sekretarza generalnego KC KPZR L.I. Breżniewa i premiera A.N. Kosygina
Marek Jarosiński
|
|