Magazyn astronautyczny
STRONA GŁÓWNA
ARTYKUŁY
Niewidzialny kokon

Rosjanie lecieli na Księżyc

Pierwsza Załoga

Tow. Lenin o statku kosmicznym

Nawet Ameryce zabrakło wyobraźni

Nie chciał umierać jako samobójca

Wybrani spośród milionów

Ucieka tlen!

Odyseja Kosmiczna - Finał

Misje roku 2002

Rok 1986

Chińska kosmonautyka

Amerykanin w saunie z komunistą

Tylko wzlot

Czy żyje? Nadaje sygnały?

Iwan Iwanowicz przed Gagarinem

Hubble po raz czwarty

Najważniejsze, żeby nie mieli pietra

12 minut kosmicznego mrozu

Z Kosmosu na dno oceanu

Swięty Mikołaj Istnieje!

Szum wokół
STS-113


Życie przywiezione z Księżyca

Nie udało się sfilmować

Sądzicie, że będę mniej kochał Gagarina?

Garść pyłu księżycowego

Miało być lądowanie radzieckich kosmonautów na Księżycu

Telefon z Moskwy

W przypadkowych miejscach spadł Skylab i Salut-7

Breżniew się zdenerwował

Kierowca zginął przez pomyłkę

Pierwsza radziecka stacja orbitalna

Nie dosięgnął

LUDZIE
ASTRONAUTYKI
W. S. Warłamow

H. Titow

J. L. Ross

D. A. Tito

S. Krikalow

W. N. Bondarienko

J. H. Glenn

W. W. Tierieszkowa

Waliusza, ulubienica wujaszka Chruszczowa

Przeżyła na orbicie chwile słabości, których bardzo się później wstydziła

W lutym 1962 roku do Kolektywu X, oddziału radzieckich kosmonautów, włączono kilka dziewcząt, kandydatek do miana pierwszej kosmonautki. Były realne podstawy, by sądzić, że po sukcesie pierwszego Sputnika i pierwszego kosmonauty, Gagarina, także w tej dziedzinie Związkowi Radzieckiemu uda się uzyskać pierwszeństwo przed Stanami Zjednoczonymi. Początkowo pozytywnie zakwalifikowano pięć dziewcząt: Żannę Dmitrijewną Jerkinę (lat 23), Tatianę Dmitrijewną Kuzniecową (lat 21), Walentynę Leonidowną Ponomariową (lat 29), Irinę Bajanowną Sołowiową (lat 25) i Walentynę Władimirowną Tierieszkową (lat 25). Były to spadochroniarki i posiadaczki uprawnień pilota z dyplomami wyższych uczelni technicznych.

Z tych pięciu kandydatek na pierwszą kosmonautkę wybrano potem trzy. Ostatecznie wybór padł na Tierieszkową, bo miała ona piękny proletariacki życiorys: była tkaczką i sekretarzem Komsomołu w fabryce Krasnyj Pieriekop w Jarosławiu, córką kołchoźnika, który zginął za ojczyznę na froncie fińskim. O tym, że poleci właśnie Walentyna Tierieszkowa zdecydował sam Chruszczow: - Poleci tkaczka - zarządził. On wymyślił też dla niej kryptonim wywoławczy w łączności radiowej: "Czajka". Nadawała się do tego jak nikt - wspominała po latach jej dublerka, Irina Sołowiowa. - Wtedy była jeszcze otwarta, wygadana, umiała uwodzić sekretarzy i pracować z wielkimi kolektywami, a ja byłam typem młodego, naburmuszonego naukowca. Na drugą jej dublerkę wyznaczono Walentynę Ponomariową.

Na kosmodrom Bajkonur pojechała cała piątka dziewcząt, ale na start rakiety nośnej Wostoka-6 w czerwcu 1963 roku autobus powiózł już tylko Tierieszkową, jej dublerkę Sołowiową, obie w jaskrawoczerwonych skafandrach i towarzyszącą im Ponomariową. Start nastąpił 16 czerwca, a dwa dni wcześniej poleciał na wokółziemska orbitę Walerij Bykowski na pokładzie Wostoka-5. Oba statki kosmiczne krążyły po zbliżonych orbitach przez trzy doby.

Jej dublerki, pogrążone w rozpaczy, noc w noc obserwowały z Bajkonuru dwa świecące punkciki sunące po rozgwieżdżonym niebie. Pocieszał je Korolow, powiedział im, że nie ma co się rozklejać, bo planuje loty żeńskich załóg. I rzeczywiście - w 1965 roku były one przygotowywane do lotu na pokładzie kolejnego, trzeciego statku kosmicznego typu Woschod. Walentyna Ponomariowa miała być dowódcą lotu, a Sołowiowa miała powtórzyć wyczyn Leonowa - wyjść w otwartą przestrzeń kosmiczną, bo Amerykanie byli wtedy jeszcze na etapie zastanawiania się, czy astronauta ma wychylić się z kabiny do połowy, czy tylko wysunąć rękę. Ale okazało się (wiedzieli o tym tylko wtajemniczeni), że wyjście Leonowa nie przeszło całkiem gładko, lot kobiecej załogi ciągle odraczano, a później, w 1966 roku, umarł Siergiej Korolow i wtedy już całkiem rozwiał się ten pomysł.

Amerykanie też planowali lot kosmiczny kobiety, przygotowywali do startu 13 kandydatek, z których wyłonili dwie, Jerrie Cobb i Jane Hart, ale po locie Tierieszkowej, który był kolejnym wielkim sukcesem ZSRR w kosmosie, dali za wygraną, zrezygnowali z tego projektu.

Cel lotu Tierieszkowej był wówczas, w roku 1963, właściwie jeden - wyprzedzić i w tej dziedzinie USA. To się udało. A na oficjalny użytek rozpisywano się o sprawdzeniu możliwości przebywania kobiety w kosmosie. Leciała wokół Ziemi trzy doby - śpiewała, by w samotności nie upaść na duchu, nadawała meldunki w rodzaju:

- Ja "Czajka" Centralnemu Komitetowi Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, rządowi ZSRR, towarzyszowi Nikicie Siergiejewiczowi Chruszczowowi - melduję. Wszystkie systemy statku pracują doskonale. Samopoczucie doskonałe. Jak mnie zrozumieliście? Ja "Czajka". Odbiór.

Albo: - Drogi Nikito Siergiejewiczu, jestem głęboko wzruszona. Bardzo, bardzo dziękuję za ojcowską troskę. Z całego serca dziękuję narodowi radzieckiemu. Ja "Czajka". Odbiór.

Albo: - Gorące pozdrowienia z kosmosu dla wspaniałego leninowskiego Komsomołu, który mnie wychował. Wszystko, co we mnie dobre, zawdzięczam naszej partii.

Tymczasem walczyła z nieustającą słabością, ostro przechodziła objawy choroby kosmicznej, podobnej do choroby morskiej. Miała zawroty głowy, uczucie zwisania głową w dół, męczyły ją nudności, a specjaliści medycyny nie przewidzieli w wyposażeniu statku chociażby zwykłych torebek, jakie rozdaje się pasażerom linii lotniczych do wiadomego ewentualnego użytku. Więc kiedy jej żołądek protestował w ostateczny sposób, to radziła sobie w ten sposób, że odrywała płaty wewnętrznej wykładziny kabiny i jakoś próbowała nie zanieczyszczać jej od wewnątrz. A w dodatku przewidziano dla niej w programie lotu testowanie żywności specjalnie przygotowywanej dla kosmonautów. Z poświęceniem próbowała podołać temu wyzwaniu.

W chwilę po szczęśliwym wylądowaniu z kosmicznej wyprawy miotała się wokół kabiny Wostoka 6 jak szalona, wywlekła z kabiny co się dało, stwarzając w ten sposób sztuczny bałagan, by w ten sposób zatrzeć ślady słabości. Skrupulatnie to potem ukrywała już zawsze.

Chruszczow tak się rozochocił powodzeniem lotu kosmicznego kobiety, jego ulubionej Waliuszy (ona mówiła do niego "Wujaszku", mogła z nim wszystko), że umyślił sobie wydanie jej za mąż za innego kosmonautę, tak dla celów propagandowych, jak i rzekomo naukowych - by zbadać wpływ przebywania w kosmosie na potomstwo pary kosmonautów i przygotowywać się do przyszłych długotrwałych i wieloosobowych, mieszanych męskich i kobiecych lotów orbitalnych. Jedynym kawalerem wśród pierwszych radzieckich kosmonautów był Andrian Nikołajew. Uroczysty ślub odbył się z udziałem najwyższych władz ZSRR, kosmonautów, uczonych, konstruktorów. Efektowną suknię ślubną wraz z welonem podarowały Tierieszkowej polskie włókniarki, z miasta Łodzi.

Po latach, już po rozwodzie, który z wielkim trudem i w wielkiej tajemnicy uzyskali dopiero w 1980 roku (Breżniew się wściekał: - Żadnych rozwodów!), Nikołajew tłumaczył z goryczą, dlaczego ulegli oczekiwaniom Chruszczowa: - Jak mogliśmy mu odmówić? Nie mieliśmy śmiałości go urazić. Dziecko pierwszej pary kosmonautów, córeczka Aliona, urodziła się przez cesarskie cięcie w końcu siódmego miesiąca ciąży, ale jest normalna, bez wad.

W październiku 1969 roku kobiety z oddziału kosmonautów zostały zwolnione, nie było już wtedy żadnej potrzeby przeprowadzania lotów kosmicznych z udziałem kobiet. Dopiero w 1982 roku do lotu orbitalnego wyznaczono Swietłanę Sawicką, córkę marszałka lotnictwa ZSRR, poleciała na pokład stacji Salut-7 w składzie załogi odwiedzającej, Sojuz T-7 (19-27 sierpnia 1982 roku).

A w 1984 roku powstał projekt wysłania na pokład stacji orbitalnej Salut-7 załogi kobiecej i wtedy weteranki natychmiast zgłosiły się do tego lotu, wszystkie oprócz Sołowiowej, której wysłano nawet zaproszenie do wzięcia udziału w przygotowaniach, ale ona od razu odmówiła. Mocno naciskały. Tierieszkową, która była wówczas członkiem Komitetu Centralnego, i Jerkinę dopuszczono nawet do komisji lekarskiej, ale jej nie przeszły. Dowódcą miała być Swietłana Sawickaja, bo obowiązywała zasada, że dowódcą wyprawy może być tylko kosmonauta (w tym wypadku kosmonautka), który ma już doświadczenie lotu w kosmos. W skład załogi miała wejść także inżynier J. Iwanowa i lekarka J. Dobrokwaszyna. Lot załogi kobiecej nie doszedł do skutku, bo Sawickaja niespodziewanie zaszła w ciążę. Polecieli dublerzy - mężczyźni.

Tierieszkowa i jej dublerki skończyły Wojskową Akademię Lotniczą im. N.E. Żukowskiego. Zostały w Gwiezdnym. Irina Sołowiowa ma dwa tytuły inżynierskie i doktorat z psychologii, zajmuje się funkcjonowaniem człowieka w sytuacjach ekstremalnych i w zetknięciu z nowoczesną wyrafinowaną technologią. Walentyna Ponomariowa stała się wybitną specjalistką w dziedzinie łączenia statków kosmicznych na orbicie. Opracowywała systemy łączenia statków transportowych z radzieckimi stacjami orbitalnymi i schemat skomplikowanego połączenia amerykańskiego statku kosmicznego Apollo z radzieckim Sojuzem w 1975 roku. Ma dwa doktoraty techniczne, a po przejściu na emeryturę pisze książki z zakresu historii kosmonautyki jako pracownik naukowy Instytutu Historii Nauki i Techniki.

Walentyna Tierieszkowa od kiedy rozpadł się Związek Radziecki i przestała działać cenzura, nie rozmawia z dziennikarzami, nie chce szukać odpowiedzi na zbyt trudne pytania. Po ukończeniu 60 lat, w czerwcu 1997 roku przeszła na emeryturę.

Jej były mąż, Andrian Nikołajew do emerytury w 1992 roku był komendantem Centrum Przygotowania Kosmonautów.

Marek Jarosiński

Opracowano na podstawie publikacji:
Jacek Hugo-Bader "Walentyna twist" Gazeta Wyborcza, dodatek "Wysokie Obcasy" 31 grudnia 1999 r.
Marek Jarosiński "Tajemnice, które wyszły na jaw" Warszawa, Wydawnictwa Komunikacji i Łączności 1991 r.


W chwilę po wylądowaniu Wostoka-6 - Walentyna miota się wśród rzeczy wycigąniętych z kabiny lądownika, by w tym sztucznie stworzonym bałaganie ukryć ślady niedyspozycji żołądkowej, jakiej doświadczała podczas lotu. Bardzo się tego wstydziła, wydawało jej się, że "nie wypada", by ujawniona została jej słabość. Tymczasem tego rodzaju kłopoty sš naturalną reakcją organizmu ludzkiego pozbawionego ziemskiego ciążenia, przeżywa to wielu innych astronautów i kosmonautów.


Po powrocie z lotu kosmicznego Walentyna Tierieszkowa była zaangażowana w działalności partyjnej i społecznej - na zdjęciu: w Muzeum Gagarina wręcza pamiątkowe publikacje Neilowi Armstrongowi, pierwszemu, który stanął na Księżycu


KSIĄŻKI
"Tajemnice, które wyszły na jaw"
"Tajemnice, które wyszły na jaw"

"Krzyk w kosmosie"
"Krzyk w kosmosie"

"Jak zaginać nauczycieli"
"Jak zaginać nauczycieli"


Page Design © CYFRANET & Maciej Myśliwiec
All Rights Reserved

Page optimized for IE 5.0 and NN 4.72
Best quality in 800x600 or 1024x768
E-mail Maciej Myśliwiec