|
|
Zaspał na orbicie
Herman Titow należał do pierwszej grupy radzieckich kosmonautów. Wybrano kandydatów do niej w wielkiej tajemnicy w latach 1959-1960. Grupę nazwano Kolektyw X, weszło w jej skład 20 młodych lotników. Już po kilku tygodniach przygotowań do pierwszych kosmicznych startów okazało się, że nie uda się jednakowo dobrze przygotować wszystkich w krótkim czasie. Wybrano więc z tej grupy 6 lotników tworząc ścisłą grupę bezpośredniego przygotowania. Wiadomo było, że jako pierwszy poleci w kosmos jeden z tych sześciu.
Kandydatów nie informowano o ich szansach, by wszyscy jednakowo się mobilizowali. Najbardziej rzucał się w oczy Gagarin. Titow także przyciągał uwagę komisji, która decydowała, kto przejdzie do historii jako pierwszy kosmonauta.

3 kwietnia 1961 roku ostatecznie podjęta została tajna decyzja o pierwszym starcie człowieka na orbitę wokółziemską. J. Karpowowi, przełożonemu grupy przyszłych kosmonautów, polecono dostarczyć do Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego zdjęcia i biografie dwóch głównych kandydatów, Gagarina i Titowa. Sekretarz KC Iwan Sierbin pokazał je członkom Biura Politycznego. Po jakimś czasie zadzwonił do Karpowa: Obaj chłopcy wspaniali! Wybierajcie sami...
Rankiem 5 kwietnia 6 kandydatów wystartowało z Moskwy do Bajkonuru. Poleciały trzy samoloty Ił-14. Gagarin i Titow lecieli oddzielnymi maszynami - na wypadek katastrofy. Na kosmodromie nie sposób było nie zauważyć, że ze wszystkich kandydatów najbardziej faworyzowany był Gagarin. To na jego budowę ciała przygotowano fotel pilota Wostoka, jego najuważniej słuchano, gdy wszyscy degustowali potrawy przygotowane w tubkach.
7 kwietnia Gagarin i Titow po kolei, ubrani w skafandry, przeszli serię ostatnich treningów, tym razem już nie w makiecie, ale w prawdziwym statku kosmicznym.
8 kwietnia komisja państwowa na utajnionym posiedzeniu, na które nie zaproszono kandydatów, podjęła decyzję, że pierwszy poleci Gagarin, pilotem zapasowym, dublerem, będzie Titow. Start statku kosmicznego Wostok zaplanowano na 12 kwietnia 1961 roku.
Dwa dni później, wieczorem, odbyło się kolejne posiedzenie komisji państwowej, ostatnie przed startem, tym razem oficjalne, dla propagandy. Kadry kroniki filmowej uwieczniły przebieg i nastrój tej uroczystości. Główny Konstruktor, Siergiej Korolow powiedział kilka zdań zapewniając komisję o gotowości rakiety nośnej i statku kosmicznego do pierwszego startu z człowiekiem na pokładzie. Potem generał Kamanin, szef przygotowania kosmonautów, ogłosił decyzję komisji o mianowaniu pierwszego i zapasowego pilota statku kosmicznego Wostok. Kandydaci byli już nieoficjalnie uprzedzeni o decyzji komisji, bo Kamanin poprzedniego dnia zaprosił ich do siebie, by dłużej nie męczyć ich oczekiwaniem i zdradził im, jakiego werdyktu komisji powinni się spodziewać. Gdy padło nazwisko Gagarina, ten wstał, po wojskowemu sprężyście i przyjął postawę zasadniczą. Titow zajmował miejsce przy stole po lewej stronie Gagarina. Siedział pochylony, ze zwieszoną głową, z oczami wbitymi w blat stołu. Sprawiał wrażenie obrażonego. Padło jego nazwisko, jako pilota zapasowego. Wstał powoli, ociężale, nie podnosząc głowy. Stał tak, lekko przygarbiony przy wyprężonym jak struna Gagarinie. Wyraźnie widać było po nim jak bardzo jest zrezygnowany i głęboko rozczarowany decyzją komisji.
Każdy chciał być pierwszy.
Titow jeszcze po latach nad wyraz emocjonalnie reagował na każde szarpnięcie tej struny. W rozmowie z przyjacielem, dziennikarzem J. Gołowanowem, na pytanie, co wtedy czuł, czy było mu przykro, żachnął się: - Ależ co tu dużo gadać! Przykro, nie przykro... W każdym razie byłem bardzo rozstrojony! Postaw się na moim miejscu...
Po historycznym pierwszym locie kosmicznym Gagarina, na roboczym zebraniu specjalistów pracujących nad przygotowaniem następnych lotów kosmicznych, rozważano kwestię, czy drugi lot załogowy ma przebiegać w wymiarze trzech okrążeń Ziemi, czy... całą dobę, siedemnaście okrążeń. Odbyło się głosowanie nad tymi koncepcjami, w którym udział wzięli także kandydaci do startów. Titow głosował za całodobowym lotem. I tak postanowiono, co w tamtym czasie było niezwykłym wyczynem. Po zebraniu, koledzy Titowa, rozemocjonowani postanowieniem podjętym na zebraniu, zauważyli kwaśno pod jego adresem: - Całą sławę chcesz dla siebie zabrać? A nam, co, cały tydzień każesz latać w kosmosie? Tygodniowy lot kosmiczny wydawał się w tamtym czasie nie do pomyślenia.
Wostok-2 z drugim kosmonautą, Hermanem Titowem wystartował 6 sierpnia 1961 roku. Lot trwał całą dobę. Specjaliści medycyny kosmicznej z obawą obserwowali samopoczucie kosmonauty, aby ustalić, co dzieje się z ludzkim organizmem podczas tak długiego lotu orbitalnego. Jego poprzednicy - Jurij Gagarin i dwaj amerykańscy astronauci, którzy wykonali dwa kilkunastominutowe "skoki balistyczne", Alan Shepard i Virgil Grissom, przebywali w stanie nieważkości zbyt krótko, aby ujawniły się wszystkie biologiczne czynniki lotu kosmicznego. Titow nadawał z orbity entuzjastyczne meldunki, bo tego oczekiwała propaganda, ale po powrocie na Ziemię, w ścisłym gronie lekarzy, przyznał się, że odczuwał nudności i zawroty głowy. Było to bohaterstwo z jego strony, bo wcale nie musiał się do tego przyznawać, mógł twierdzić, jak Gagarin, który tylko raz okrążył Ziemię i nie zdążył odczuć tych dolegliwości, że odbył lot bez najmniejszych trudności. Wyznał to jednak dla dobra prac nad przyszłymi wyprawami. Ta informacja była cenna dla medycyny kosmicznej. Wskazała na przyczyny powstawania dolegliwości, które stawały się udziałem wielu późniejszych kosmonautów, bo bardzo często organizm ludzki bardzo źle znosi nieważkość, stan nienaturalny dla człowieka żyjącego na Ziemi.
Titow zgodnie z planem lotu między innymi miał wypróbować, jak człowiek śpi podczas dłuższego lotu orbitalnego, czy na przykład nie utraci podczas snu przytomności. Kosmonauta zmusił się do zaśnięcia o godzinie 18.30, a miał obudzić się o godzinie 2 czasu moskiewskiego. Przymocował się pasami do fotela w pozycji półleżącej i mimo zrozumiałych emocji zasnął.
Obudziło mnie - pisał we wspomnieniach - dziwne, nieznane uczucie. Ręce... Uniosły się same, a pozbawione normalnego przyciągania - tkwiły w górze. Zupełnie niezwyczajne położenie w porównaniu ze snem na Ziemi. Wsunąłem je pod pasy. Już lepiej. Spojrzałem na oświetlony pulpit, statek zaczął ósme okrążenie.
Silny i głęboki sen nie nadchodził. Na krótko zasnąłem w trakcie dziesiątego i jedenastego okrążenia. Budziłem się, szybko patrzyłem na przyrządy i znów zasypiałem. Wreszcie usnąłem. Na statku nie było budzika. Mój własny "system dyżurny" mózgu, nastawiony na godzinę drugą,, trochę przyśpieszył. Obudziłem się piętnaście minut wcześniej. Chciałem być punktualny - zacząłem drzemać. Ale, kiedy ponownie otworzyłem oczy, zobaczyłem, że wskazówka zegara pokazuje 2.35! Zaspałem! Przesoliłem z tą punktualnością. Na Ziemi mogą jeszcze pomyśleć, że coś się wydarzyło, mogą się naprawdę niepokoić.
Był więc Titow nie tylko pierwszym człowiekiem w kosmosie, który spał, ale także pierwszym, który zaspał. Żartowano potem w Związku Radzieckim, że gdzieś na Kaukazie przedstawiciel jednej republiki pyta się przedstawiciela innej, czy wie, dlaczego Titow zaspał w kosmosie. Nie wie? A właśnie: Titow zaspał w kosmosie dlatego, że miał na pokładzie budzik jerewańskiej produkcji.
Generał lotnictwa Herman Titow, nazywany w Związku Radzieckim kosmonautą nr 2 zmarł w wieku 65 lat, na atak serca.
Marek Jarosiński
|
|